Najcięższa praca? Ta nad sobą!

 

Jakiś czas temu zastanawiałam się nad tym w jakiej pracy było mi najciężej.
Pracowałam w 13 zakładach pracy.
Od gotowania tajskiego jedzenia na wokach, poprzez wszystkie kasy fiskalne, bar, kopalnie węgla kamiennego, biuro, sklep monopolowy, recepcje…
Jednak odpowiadając sobie na to pytanie zadziwiając samą siebie głośne echo w moim sercu mówiło ”Największa harówka jaką przeszłaś pracując… nad sobą”

Oczywiście praca w sklepie monopolowym nosząc skrzynki z piwami zniszczyła mi kręgosłup, a współpracownica nadszarpnęła moją psychikę automatycznie hartując mój tyłek i asertywność.

Kopalnia nauczyła mnie funkcjonować w wszechobecnym pyle i mówienia stanowczym językem obracając się (prawie) wśród samych facetów.
Wiadomo, rudy kolor włosów uczył mnie tego.

Stanowisko referenta w biurze pokazało mi, że 7 h przed komputerem w ciągu to nie dla mojego oka i wszechobecnej energii.
Wypalałam sie fizycznie i psychicznie.

Do tego wszystkiego jest jedno ”ale”!

Pomimo, że te prace i doświadczenie z nimi związane to ciężke, ale uczące przeżycia to największa praca jaką wykonałam (i nadal to robię) to praca nad sobą.

Kiedy musisz zmieniać wzory utarte w dzieciństwie.
Kiedy musisz zmieniać swoje nawyki.
Kiedy zaczynasz pracować nad swoim zdrowiem.
Kiedy zaczynasz poznawać swoją psychikę i nazywać uczucia.
Poznając to wszystko i chcąc zmieniać podejmujesz decyzje.

Podejmujesz się pracy.
A to podejmuję zmianę każdego aspektu Twojego życia i wszystko zaczyna wyglądać inaczej niż zwykle.
Wszystko zaczyna inaczej wyglądać niż do tej pory.

To proces, który trwa.
Nie trwa on, a Ty wtedy idziesz po czerwonym dywanie.
Wchodzisz w ruchome piaski.
Błoto, które Cię wciąga, a Ty za KAŻDYM razem musisz (chcieć) i wydostajesz się na zewnątrz.
Aby znów w to w błoto wpaść.

Bo popełniasz błędy, bo wracasz do starych wzorów.
Bo znów Ci się nie udaje.
Bo wiesz, że miało być inaczej, ale okazuję się, że teoria to nie wszystko.
Musisz wprowadzić w praktykę.

Wyrabiasz nowy nawyk.
Działasz wbrew dotychczasowej swojej naturze i myśleniu.

Tak wpadłam w to błoto 5 lat temu nie twierdząc, ze śmierdzi.
Bo to droga ciężka, ale widzę te pozytywne skutki tej decyzji.
Widzę zminay na lepsze, widzę kwiatki.

Sprzątam to błoto dochodząc do Ziemi, a z niej zaczynają wyrastać kwiatki i piękne krzewy.
Krzewy, które kłują innych, ale mnie nie.

Cały czas jestem w tej drodze.
W tym procesie.
Obracam się za każdym powstaniu po upadku.
Patrzę wstecz widząc ile przeszłam.
I za każdym razem to jest mały odcinek.

Ale…
Zdając sobie sprawę ile kosztowało mnie jego przejście.
Widzę sens chodzenia w tym błocie!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o