Prawdziwa miłość jest? Trudna i piękna…

 

Miłość to nie same fiołki, uśmiechy, słowa, motyle w brzuchu, kwiaty, miłe gesty.

To jest jedna część miłości, jeden jej aspekt.

To ta piękna cześć, ta której najczęściej oczekujemy nie biorąc pod uwagę, że skoro jest coś pięknego to właśnie to samo ma w sobie coś trudnego.

To jak z ludźmi. To, że są niesamowicie stworzeni to nie znaczy, że nie są trudni.

Miłość oprócz tego, że jest piękna, jest trudna.

I może być wtedy piękna, kiedy się te trudy przechodzi.

Kiedy wychodziłam za pierwszego męża (wiem, że i tak wiecie, nie trzeba się z tym ukrywać :))
nie znałam instytucji małżeństwa, czym ono jest, jakie może przynieść trudności, jakie są konsekwencje, na czym małżeństwo oprzeć.

Nie wiedziałam, że biorąc drugiego człowieka za współmałżonka, jest fakt, że nie moją rolą jest go zmieniać i urobić pod siebie, swoje oczekiwania.

Nie moją rolą jest praca nad nim. Moją rolą jest praca nad sobą żeby być jak najlepszą żoną.

Nie wiedziałam wtedy, że mam duże problemy emocjonalne, że czas nad nimi pracować. Czas się przyznać do tego (bo to nic złego) i zacząć przestać swoim bólem z dzieciństwa ranić innych swoją złością, a ranimy najczęściej najbliższych.

Ale fakt, to była pierwsza osoba która mnie w pełni zaakceptowała i pokochała bez oka i z moją niepełnosprawnością.

Nikt mi wtedy nie powiedział, że mogę być milion razy zraniona złym zachowaniem i słowem, ale przebaczenie to powinno być moje motto w związku. Oczywiście nie myląc tego z godzeniem się na przemoc słowną czy fizyczną.
Nikt mi nie powiedział, że po to się ma dwoje uszu i jedne usta, żeby 2 razy więcej słuchać niż mówić. To samo się tyczy członków mojej rodziny, nawet dzieci.
Nikt mi nie powiedział, że mam stać za swoim mężem w każdej sytuacji i być jego ostoją.

Tak, to może dla wielu ludzi jest takie logiczne, ale nie dla osoby, która nie widziała tych wzorów.

Nikt mi nie powiedział wprost “Bierzesz go takiego jaki jest. Właśnie z tymi wadami, z tymi słabościami i niedociągnięciami, a jeśli nie umiesz tego zaakceptować to od razu odejdź bo nic z tego nie wyjdzie”.

Nikt nie powiedział “Przed ślubem ustalcie ile chcecie dzieci, jaką macie wizję, kto zajmuje się finansami, jaki jest podział obowiązków, jakie są zasady w Waszym domu, związku, do czego wspólnie dążycie, dlaczego w ogóle wybraliście siebie nawzajem do wspólnej drogi życia? Usiądźcie w jeden ustalony wieczór i przegadajcie to wszystko. To bardzo, bardzo ważne”.

Byłam wtedy emocjonalnym dzieckiem sama pragnąć dziecka
(Boże jaki absurd, dziecko chcę mieć dziecko 🤦‍♀️)
Nie było pewności, jasności. Był strach, wątpliwości i mnóstwo lęku, ale najważniejsze wokół było “jak to dziecko bez ślubu???”
I tak chęć rządzy, władzy, postawienia na swoim, braku akceptacji, braku rozmowy o swoich emocjach i problemach, brak jedności, nieodłączenie się emocjonalne od członków rodziny, wynoszenie kłótni poza dom, złe intencje, ukrywana złość, robienie dobrej miny do niedobrego humoru i odczuć, strzelanie fochów, obrażanie się, bycie nieszczerym, nie uczciwym i wiele innych doprowadziło do rozpadu związku.
Pomimo separacji (dwóch), prób, jakichś tam rozmów niestety się nie udało.

Wina zawsze leży po obu stronach i nie chcę już patrzeć na kogoś podwórko bo mam co w swoim robić, robota do końca życia.

Wiele łez, ciężkich dni i decyzji… Były one trudne,ale potrzebne.
I nie uznaje takiego argumentu “dla dziecka”.
Dla dziecka to ja zrobiłam to, że przestała widzieć kłócących się rodziców…
Teraz widzi, że można mieć super relacje nawet nie będąc ze sobą.
Z resztą jak dziecko ma być stabilnie emocjonalne skoro rodzice nie mają stabilnej relacji? Przecież dziecko to odbicie jakości relacji rodziców.
Teraz… Uwielbiam patrzeć na relacje mojej córki i jej taty!

Serce mi puchnie jak widzę jak ich relacja odżywa, powstaje i się ukorzenia!

Cieszę się, że to właśnie mój pierwszy mąż jest tatą mojego dziecka i cenie go za to co wniósł do mojego życia pomimo tego piekiełka jakie razem sobie stworzyliśmy to też widzę ile ta relacja mnie nauczyła, ile lekcji i wniosków mogę wyciągnąć stamtąd i staram się to robić.
10 lat to kawał mojego życia, który nie powiem, że poszedł na marne.
Kiedy poznałam obecnego męża modliłam się od razu “Boże zabierz to jak to nie jest od Ciebie!”
Bo przecież postanowiłam być sama, iść w misję, pomagać innym, wychowywać córkę i koniec kropka.
No i dostałam człowieka, który jest prawie kopią mojego pierwszego męża i to był dla mnie idealny test na to czy zaakceptuje go właśnie z tym wszystkim i czy będę pracować nad sobą, abym mogła unieść pewne rzeczy, które mi się nie podobają i które mogą się nie zmienić do końca życia.
Ich ksywy różnica się jedną (!) literką i za każdym razem się mylę 🤭
Oboje mają te samy nawyki pewne i w ogóle ja słyszałam o takim czymś, że się podobne osoby do siebie przyciąga, ale że aż tak? 🧐 To nie wiedziałam 😁
Miłość osób po przejściach… Z bagażem nieciekawej przeszłości i trudnego dzieciństwa, schematów, nawyków jest TRUDNA dwukrotnie.
Wbijanie się w wspólne życie po zranieniach, wielu bolesnych rzeczach jest ciężkie.
Wiemy, że nie ma innej opcji jak przegadanie tego co nas wkurza, boli albo systemu który się w danej sytuacji włączył bo stanęła nam osoba przed oczami z poprzedniego związku albo ktoś kto w podobnej sytuacji nas zranił.
Wiedząc to i nie chcąc dopuścić do pewnych rzeczy przegadujemy na bieżąco i ostatnio trwało to do 4 rana. ‼️
Ja sobie nie zdawałam sprawy, że ja tak naprawdę nie umiem wyrazić swoich emocji. Że ja czasem nie wiem co czuje, że ja nie umiem powiedzieć o tym co się dzieje we mnie w środku.
Uczę się tego i przyznam, że to jest niezła harówka 😌
Doceniam tych 2 najważniejszych mężczyzn w moim życiu.

Fajni to są goście 😊

Każdy z nich jest w moim życiu na innym miejscu, ale wspieram ich jak mogę 💪
Aaaa i…
Robienie sobie na złość poprzez dzieci uznając ich za karty przetargowe i sprawienie tym bólu to jest tak słabe jak nawet nie wiem co.
Cierpią tylko dzieci- nikt wiecej, a skoro Bóg powołując ich życie w nasze ręce dał nam kredyt zaufania na to, że postaramy się wychować je jak najlepiej, a nie traktować jak maskotki z którymi można robić to, co się chcę patrzeć jedynie na swoją korzyść. 🤦‍♀️🙄😵
Zachęcam Ciebie do tego, żeby popatrzeć na miłość z punktu pięknej i trudnej.
Z uwagi na oba jej oblicza.
Z uwagi na odpowiedzialność powierzenia komuś swojego życia i serca jak i tej odpowiedzialności, która jest gdy ktoś powierza Ci dokładnie to samo.
Jak cenny skarb dostajesz- dając.
Wysyp się na początek znajomości z wszystkich wad jakie masz. Jeśli ta osoba nie ucieknie to daję Ci gwarancję na to, że kocha Cie prawdziwie. Bo jeśli pokocha Twoje wady to łatwo przecież przyjdzie pokochać mu Twoje zalety. Na odwrót jaka to sztuka.
Przykład?
2 spotkanie z mężem było bez makijażu, a 3 bez epiprotezy, z dziurą w oku. 😁
Sobie pomyślałam “bierze mnie taka, albo nie. Nie mam 15 lat na podchody, podrywy, udawanie”

Sam mówi, że widząc moje pewne nie do końca fajne zachowania miał ochotę uciekać, sama bym pewnie wiała gdzie pieprz rośnie. Ja jestem trudna, moje życie jest nieprzewidywalne, dynamiczne i ja jestem kupą emocji, słów, myśli, działań.

Nad tymi zachowaniami zaczęłam pracować i się to zmienia, ale pewnie będą takie których nie dam rady zmienić.
Wysypaliśmy się sobie z najgorszych rzeczy jakie zrobiliśmy, od razu.
Sami na początku nie wiedząc dlaczego my w ogóle chcemy być razem, po co i jaki w tym jest plan?
Pamiętam, że byłam przerażona nie wyobrażając sobie jak takie 2 osobowości mogą stworzyć związek… a jednak 🙂
Końcem końców jesteśmy. Na sto, w pełnej świadomości, w instytucji małżeństwa, mając razem 3 dzieci, z konkretnymi planami i marzeniami, ze wsparciem a co najlepsze?
Niedługo piszemy wspólny rozdział książki, a wcześniej mąż wydaję swoją, której będę korektorem 🙂
Ale się rozpisałam.
Wierzę, że to co piszę ma sens i może trafi gdzieś do serc przyszłych małżonków albo osób, które trwają w toksycznych związkach raniąc siebie i drugą osobę.
Może refleksje na te tematy, które tu poruszyłam (nie było to łatwe) skłonią do refleksji za którymi pójdą mądre i może ciężkie decyzję, ale będą to te które wiele wniosą w życie tych osób.
P.S. Jeśli zaburzył Ci się jakiś pogląd na mój temat. Że ja taka doskonała i coś tam to się cieszę, że Ci się zburzył.

Jestem nie doskonała, z wieloma błędami na liczniku i lekcjami wyciągniętymi z bólu, który przyszedł poprzez te doświadczenia.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments