Wywiad z Przemkiem Wieczorkiem

 

„Nowe życie po… wypadku” 

Pierwszy w Nowym Roku, tak bardzo wyczekiwany zarówno przeze mnie jak i przez Was wywiad!
Rozmowa z Przemkiem Wieczorkiem, który młodym wieku w wyniku wypadku kolejowego stracił obie ręce. Mimo wielu przeciwności losu teraz żyje pełnią życia!

 

B.B: Hej! Czy mógłbyś się przedstawić, powiedzieć nam ile masz lat i skąd pochodzisz?

P.W: Cześć. Mam na imię Przemek. Mam 35 lat. Mieszkam w małej miejscowości blisko Aleksandrowa Łódzkiego – w Starym Adamowie, wraz z żoną i córką.

B.B: A jak wygląda Twoja codzienność?

P.W: Pracuje w Łodzi na Bałutach w świetlicy socjoterapeutycznej, jako pedagog, wychowawca dzieci i młodzieży. Do pracy dojeżdżam komunikacją miejską, busem do Łodzi, potem tramwajem, zajmuje mi to ok. 1,5 godziny w jedną stronę. Samodzielnie poruszam się po mieście. Często bywam w kilku zaprzyjaźnionych sklepach i restauracjach, gdzie ludzie mnie znają i pomagają; np. poproszeni o pokrojenie posiłku, chętnie służą mi pomocą – wtedy jest mi dużo łatwiej.

Robienie zakupów nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu. Z komputera i telefonu korzystam samodzielnie. Natomiast, w wielu czynnościach życia codziennego pomaga mi żona, która jest dla mnie i naszej rodziny ogromnym wsparciem. To ona dba o nasz dom i wspiera mnie we wszystkich moich przedsięwzięciach.

 

Moją wielką pasją jest RAP. Śpiewam o swoim życiu, o tym co przeżyłem i jak mnie to zmieniło.

B.B: Tworzysz teksty o tym co Cię spotkało i Twojej przemianie. Czy mógłbyś opowiedzieć nam swoją historię?

P.W: Wypadek miałem w wieku 20 lat. Byłem wtedy młodym chłopakiem, wychowywanym przez babcię. Mimo to wydawało mi się, że byłem szczęśliwy. Szukałem swojego miejsca w życiu, na wiele sposobów. Bardzo lubiłem piłkę nożną. Grałem jako bramkarz. Jednak nie dawało mi to całkowitego spełnienia.

Niestety miałem również skłonności do używek. Imprezy, narkotyki i alkohol stały się sensem mojego życia. Dawały mi poczucie własnej wartości. Czułem się akceptowany w towarzystwie, chociaż na zewnątrz byłem radosny, wewnątrz odczuwałem wielką pustkę.
I tak w będąc pod wpływem środków odurzających, podejrzewam, że miałem już dosyć życia, które prowadziłem i chciałem ze sobą skończyć- znalazłem się na torach. Potrącił mnie pociąg. W wyniku wypadku straciłem lewą rękę. Prawą miałem zmiażdżoną. Niestety, lekarzom nie udało się jej uratować.

B.B: Jak wyglądały Twoje pierwsze miesiące po wypadku?

P.M: Wpadłem w depresję. Kiedy obudziłem się po kilku tygodniach w szpitalu poczułem się jak osoba, która przegrała życie. Nie widziałem w nim sensu. Myślałem, że jestem w piekle. Nie potrafiłem płakać.

Przełomowym momentem było moje pełne zaufania zwrócenie się do Boga. Zawsze byłem osobą wierzącą, lecz do tego momentu bardzo powierzchownie. Wtedy wiedziałem, że moją jedyną szansą i nadzieja jest Bóg, że tylko On może mi pomóc.
„Boże jeśli jest dla mnie szansa, pomóż mi, podnieś mnie abym normalnie żył.”
Wtedy po raz pierwszy płakałem po wypadku.
Sam nie potrafiłem poradzić sobie ze swoimi emocjami, potrzebowałem pomocy specjalistów. Znalazłem się w szpitalu psychiatrycznym. Leczenie i pobyt bardzo mi pomagały, w miejsce pustki zaczęła pojawiać się nadzieja. Czułem, że coś się zmienia.

B.B:  Jak wyglądało Twoje życie po wyjściu ze szpitala?

P.W: Największą trudnością było dla mnie wyjście z domu. Czułem, że wypadek jest konsekwencją życia, które prowadziłem. Wstydziłem pokazać się innym. Duma nie pozwalała mi normalnie funkcjonować. Musiałem zebrać się na odwagę i przyznać, że nie jestem taki jak wcześniej- że potrzebuje pomocy. Najtrudniejsze było o nią prosić. Zdarzały się sytuacje, że ludzie mi odmawiali. Nauczyłem się z tym żyć.
Niestety, po pewnym czasie ponownie wpadłem w złe towarzystwo. Znowu sięgnąłem po alkohol. Nie chciałem jednak żyć jak wcześniej. Ponownie zacząłem szukać pomocy u Boga. Dodało mi to sił  w walce ze słabościami.
Babcia bardzo mi pomagała. Zawsze mogłem na nią liczyć
Na szczęście w swoim otoczeniu poznałem wiele wspaniałych osób, które obdarzały mnie życzliwością.

B.B: I co było dalej?

P.W: Pojawiło się we mnie pragnienie, aby coś w życiu osiągnąć .

Poszedłem na studia licencjackie. Zostałem pedagogiem. Pracowałem w spółdzielni socjalnej. Zaczynałem przygodę ze sportem. Chciałem czegoś więcej. Przed wypadkiem trenowałem piłkę nożną, ale od zawsze fascynowały mnie sporty walki. Jednak zastanawiałem się, w jaki sposób osoba bez rąk może trenować sporty walki?

Udzielałem się jako wolontariusz w wielu fundacjach. Dzięki temu znajoma osoba podała mi kontakt do trenera ‘’Para taekwondo’’ z Łowicza. Była to moja wielka pasja i szansa. Pod koniec 2012 roku zacząłem trenować.  Dwa lata bardzo ambitnie trenowałem w Łowiczu. Razem z Polskim Związkiem Taekwondo Olimpijskiego stworzyliśmy pierwszą reprezentację ‘’Para taekwondo’’ w Polsce. Trzy razy w tygodniu jeździłem na treningi. Dodatkowo, codziennie trenowałem w domu. Kolejne trzy lata, a ogólnie 5 lat trenowałem w Warszawie, a potem równocześnie w Łodzi. Zdobyłem czarny pas taekwondo. Był to efekt moich długoletnich treningów i ciężkiej pracy. Kilkukrotnie brałem udział w Mistrzostwach Świata i Europy, na których zdobywałem medale.

Dzięki wyjazdom na Mistrzostwa wiele podróżowałem i zwiedziłem mnóstwo pięknych miejsc. Odwiedziłem m.in. Koreę Południową, Rosję, Szwajcarię, Turcję, Fidżi, Rumunię, Bułgarię, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Australię, Nowa Zelandię oraz Wielka Brytanię.

B.B: Czy nadal trenujesz?

P.W: W 2018 zaczęły pojawiać się kontuzje. Ponadto, dowiedziałem się, że nie będę mógł wystąpić na Olimpiadzie w 2020 (przełożonej na 2021), ponieważ nie będzie kategorii dla osób po amputacji obu rąk. Motywacja do treningu spadła. Zdecydowałem, że pora zamknąć ten rozdział życia. Teoretycznie mógłbym trenować, jednak chciałem całkowicie poświęcić się rodzinie, pracy i innym pasjom.

B.B: Czym zajmujesz się po zakończeniu kariery w taekwondo?

P.W: Głoszę Ewangelię czyli Dobrą Nowinę o miłości Boga do człowieka i swoje świadectwo wiary w wielu miejscach. Spotykam się z osobami w różnym wieku i na różnym etapie życia. Rozmawiam m.in. z uczniami w szkołach jak i więźniami. Jezus jest moją siłą i radością. To On mnie podniósł. To dzięki Niemu mogę w pełni cieszyć się życiem, podejmować nowe wyzwania i dzielić się z innymi swoją historią.

B.B: Jakie masz plany na przyszłość?

P.W: Chciałbym otworzyć swoją fundację oraz wydać płytę. Wszystkie kawałki mam już nagrane. Chcę być jeszcze bardziej wydajny jeśli chodzi o nagrywanie muzyki.

Moim celem jest także wznowienie regularnych treningów. Wcześniej biegałem na 5 lub 10 kilometrów. Teraz myślę o maratonie.

B.B: Co chciałbyś powiedzieć osobom, które zmagają się z niepełnosprawnością?

P.W: Prawdziwy sens życia znalazłem w Bogu. On jest moim fundamentem. On pokonał moją formę depresji. Nadał mojemu żuciu sens i wniósł radość. Nie poddawajcie się! Pamiętajcie, że jesteście wartościowi i cenni w oczach Boga. Każdy z nas został stworzony jedyny w swoim rodzaju. Warto być konsekwentnym i wytrwałym w tym co się robi. Nie ma takiej sytuacji, z której nie byłoby wyjścia. Wierzę, że to co najlepsze jeszcze przed Nami!

B.B: Bardzo dziękuję Ci za naszą rozmowę. Za Twoją historię i Twoje świadectwo wiary. Życzę, aby nowy rok obfitował w nowe wyzwania i mnóstwo pięknych chwil 🙂

 

 

 

 

 

Wywiad przeprowadziła dla jednookawojowniczka.pl Bożena Bajgier

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments